2
biegnąc nie ze strachu przed pogonią
No comments · Posted by admin in chwila prawdy, nalezy sie ukryc, odechciewa sie zyc
Ból wyrwał go ze stanu rezygnacji; zaczął się miotać pod Peloquinem. Bestia wypluła kęs z gęby i przymierzała się do czegoś lepszego, zionąc wonią krwi w twarz swojej ofiary. Był ku temu powód – następnym razem miała wygryźć serce i płuca z klatki piersiowej Boone’a. Zawołał o pomoc, a pomoc nadeszła. Zanim nastąpił zgubny atak, Jackie chwycił Peloquina i odciągnął go od pożywienia. Boone poczuł, jak stworzenie unosi się, i już prawie w zamroczeniu dostrzegł, jak jego obrońca zmaga się z Peloquinem. Ich wierzgające kończyny splatały się. Nie czekał na zwycięzcę. Przycisnął dłoń do rany i podniósł się.
Tu nie było dla niego bezpiecznie; Peloquin z pewnością nie był tu jedynym mieszkańcem lubiącym ludzkie mięso. Czuł, jak inni patrzą na niego, gdy wlókł się przez nekropolię i czekają, aż potknie się i upadnie, a oni dobiorą się do niego bezkarnie. Jego organizm, który doznał tak wiele urazów, nie poddał się jednak. Czuł moc swoich mięśni, jak jeszcze nigdy od czasu, gdy zdecydował skończyć ze sobą, a myśl ta była teraz dla niego zupełnie obca. Nawet rana pulsująca pod dłonią, żyła swoim życiem i manifestowała to. Ból minął, a zastąpiło go nie odrętwienie, lecz wrażliwość, niemal erotyczna, każąca Boone’owi sięgnąć do piersi i głaskać swoje serce. Ubawiony takimi nonsensami pozwolił, by instynkt go poprowadził, a on powiódł go do wielkich, podwójnych wrót. Klamka stawiała opór śliskim od krwi rękom, więc wspiął się, pokonując wrota z łatwością, która wywołała jego uśmiech. Potem ruszył do Midian, biegnąc nie ze strachu przed pogonią, lecz z przyjemności tkwiącej w szybkości jego nóg i doznań swych zmysłów.
No tags
