<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Czytaj powiesci</title>
	<atom:link href="http://czytaj.moje-powiesci.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://czytaj.moje-powiesci.info</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Tue, 02 Mar 2010 20:09:38 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Za chwilę wszystko się skończy</title>
		<link>http://czytaj.moje-powiesci.info/za-chwile-wszystko-sie-skonczy/</link>
		<comments>http://czytaj.moje-powiesci.info/za-chwile-wszystko-sie-skonczy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 20:09:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[chwila prawdy]]></category>
		<category><![CDATA[masz pelna kontrole]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://czytaj.moje-powiesci.info/?p=14</guid>
		<description><![CDATA[Dziś wieczorem zginęło dwoje dzieci w Westlock &#8211; mówił doktor. &#8211; Obwiniają ciebie.
- Nigdy nie byłem w Westlock &#8211; zaprotestował -Boone.
- Ale ja byłem &#8211; odrzekł Decker. &#8211; Upewniłem się, że tutejsi ludzie widzieli zdjęcia; mordercy dzieci &#8211; są najgorsi. Lepiej, żebyś zmarł tutaj, niż miał się z nimi spotkać.
- Pan? &#8211; spytał Boone. &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dziś wieczorem zginęło dwoje dzieci w Westlock &#8211; mówił doktor. &#8211; Obwiniają ciebie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nigdy nie byłem w Westlock &#8211; zaprotestował -Boone.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ale ja byłem &#8211; odrzekł Decker. &#8211; Upewniłem się, że tutejsi ludzie widzieli zdjęcia; mordercy dzieci &#8211; są najgorsi. Lepiej, żebyś zmarł tutaj, niż miał się z nimi spotkać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pan? &#8211; spytał Boone. &#8211; Pan to zrobił?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wszystkich?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- I jeszcze więcej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dlaczego?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker zastanawiał się nad tym przez chwilę.<span id="more-14"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Bo to lubię &#8211; odpowiedział obojętnym to­nem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dalej wyglądał tak zrównoważony w swoim dobrze skrojonym garniturze. Nawet twarz, którą Boone widział teraz wyraźnie, nie zdradzała żadnego tropu wiodącego do ukrytego szaleństwa. Któż by wątpił, widząc za­krwawionego i czystego mężczyznę, który z nich jest obłąkany, a który jest jego uzdrowicielem? Ale wygląd zewnętrzny myli. To doktor był potworem, dzieckiem Midian, który właśnie zmienił ciało, by ukryć prawdziwe „ja&#8221;. Reszta przyczaiła się pod maską spokoju i planowa­ła zabójstwa dzieci.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker wyciągnął rewolwer z wewnętrznej kiesze­ni marynarki.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Uzbroili mnie &#8211; powiedział. &#8211; Na wypadek, gdybyś stracił kontrolę nad sobą.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ręka mu drżała, ale z takiej odległości trudno było chybić. Za chwilę wszystko się skończy. Przyleci kula, a on umrze i tyle tajemnic pozostanie nie wyjaśnionych. Rana, Midian, Decker, tak wiele pytań, na które nigdy nie odpowie.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://czytaj.moje-powiesci.info/za-chwile-wszystko-sie-skonczy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chciałem mieć szansę pożegnania się</title>
		<link>http://czytaj.moje-powiesci.info/chcialem-miec-szanse-pozegnania-sie/</link>
		<comments>http://czytaj.moje-powiesci.info/chcialem-miec-szanse-pozegnania-sie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 20:08:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[masz pelna kontrole]]></category>
		<category><![CDATA[reputacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://czytaj.moje-powiesci.info/?p=13</guid>
		<description><![CDATA[Zaangażowa­nie Deckera w zrozumienie potwornych wydarzeń nie ulegało wątpliwości. Z kimże innym mógłby się podzielić swoimi rewelacjami? A jednak zawahał się.
- Powiedz &#8211; znów odezwał się Decker &#8211; jak doszło do zranienia?
- Potem &#8211; odparł Boone.
- Nie będzie żadnego potem. Sądzę, że o tym wiesz.
- Przeżyję &#8211; stwierdził Boone. &#8211; Nie jest tak źle, jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zaangażowa­nie Deckera w zrozumienie potwornych wydarzeń nie ulegało wątpliwości. Z kimże innym mógłby się podzielić swoimi rewelacjami? A jednak zawahał się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Powiedz &#8211; znów odezwał się Decker &#8211; jak doszło do zranienia?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Potem &#8211; odparł Boone.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie będzie żadnego potem. Sądzę, że o tym wiesz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Przeżyję &#8211; stwierdził Boone. &#8211; Nie jest tak źle, jak wygląda. A przynajmniej nie czuję się najgorzej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie mówię o ranie. Mam na myśli policję. Czeka­ją na ciebie.<span id="more-13"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wiem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- I nie zamierzasz wyjść po dobroci, prawda?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone nie miał pewności. Głos Deckera przypomi­nał mu bezpieczeństwo, jakie zapewniał mu lekarz i prawie uwierzył, że jeśli doktor tylko tego zapragnie, to na powrót je odnajdzie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Teraz jednak ze strony Deckera nie było mowy o bezpieczeństwie. Tylko o śmierci.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jesteś wielokrotnym mordercą, Boone. Despe­ratem. Niebezpiecznym. Uparcie prosiłem ich o to, by pozwolili mi do ciebie podejść.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Cieszę się, że pan to zrobił.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Też się cieszę &#8211; odrzekł Decker. &#8211; Chciałem mieć szansę pożegnania się z tobą.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- A dlaczego w ten sposób?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wiesz, dlaczego.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie wiedział, naprawdę. Wiedział tylko, z coraz więk­szą pewnością, że Peloquin mówił prawdę. Powiedział:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie należysz do Nocnego Plemienia. I nie należał; był niewinny.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nikogo nie zabiłem &#8211; powiedział półgłosem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wiem o tym &#8211; odparł Decker.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dlatego nie pamiętałem żadnego z tych poko­jów. Nigdy tam nie byłem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ale teraz już pamiętasz &#8211; stwierdził Decker.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tylko dlatego &#8211; Boone przerwał i gapił się na połyskliwie czarny garnitur doktora &#8211; że pan mi poka­zał.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nauczyłem cię &#8211; poprawił go Decker.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone gapił się dalej, czekając na wyjaśnienie, którego nie znał zawczasu. To nie mógł być Decker. Decker był Rozumem, Decker był Spokojem.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://czytaj.moje-powiesci.info/chcialem-miec-szanse-pozegnania-sie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>posunął się o krok w stronę domu</title>
		<link>http://czytaj.moje-powiesci.info/posunal-sie-o-krok-w-strone-domu/</link>
		<comments>http://czytaj.moje-powiesci.info/posunal-sie-o-krok-w-strone-domu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 20:08:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[autobiografia]]></category>
		<category><![CDATA[odechciewa sie zyc]]></category>
		<category><![CDATA[reputacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://czytaj.moje-powiesci.info/?p=12</guid>
		<description><![CDATA[Miasto było rzeczywiście opuszczone, tak jak przy­puszczał. Chociaż z odległości pół mili domy sprawiały solidne wrażenie, to jednak bliższe oględziny wykazały, że opuszczenie przez mieszkańców nie wyszło im na dobre. Wciąż miał świetne samopoczucie, jakkolwiek obawiał się, że może dać znać o sobie znaczna utrata krwi. Potrzebował czegoś, choćby prymitywnego środka do zabandażowania rany. Szukając [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Miasto było rzeczywiście opuszczone, tak jak przy­puszczał. Chociaż z odległości pół mili domy sprawiały solidne wrażenie, to jednak bliższe oględziny wykazały, że opuszczenie przez mieszkańców nie wyszło im na dobre. Wciąż miał świetne samopoczucie, jakkolwiek obawiał się, że może dać znać o sobie znaczna utrata krwi. Potrzebował czegoś, choćby prymitywnego środka do zabandażowania rany. Szukając skrawka zasłony albo kawałka pościeli, otworzył drzwi jednego z domów i wkroczył do ciemnego wnętrza.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie zdawał sobie sprawy, dopóki nie znalazł się w środku, w jakże dziwny sposób jego zmysły uległy wyostrzeniu. Oczy z łatwością przenikały ciemność, odkrywając żałosne rumowisko, które kiedyś zostawili po sobie lokatorzy, wszystko pokryte kurzem naniesio­nym z prerii przez wybite okno i wypaczone drzwi. Znalazł jakiś obrus; pas wilgotnego, poplamionego płót­na, który-podarł na węższe paski, trzymając zębami i prawą ręką, podczas gdy lewa zakrywała ranę.<span id="more-12"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kiedy to robił, usłyszał skrzypienie desek na we­randzie. Na progu ujrzał sylwetkę mężczyzny, którego nazwisko Boone znał, chociaż twarz skrywała ciemność. Wyczuł zapach wody kolońskiej używanej przez Deckera; słyszał bicie serca Deckera; w powietrzu poznał woń potu Deckera.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Więc to tak &#8211; odezwał się doktor. &#8211; Tu jesteś.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na oświetlonej gwiazdami ulicy gromadzili się poli­cjanci. Nadnaturalnie wyostrzonym słuchem Boone wyła­pywał odgłosy nerwowych szeptów, powietrza wciąganego do płuc i szczęk odbezpieczanych pistoletów, gotowych ściąć szaleńca z nóg, gdyby tylko próbował się wyśliznąć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jak mnie znaleźliście? &#8211; spytał.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Narcyz, tak się nazywał? &#8211; powiedział Dec­ker. &#8211; Twój przyjaciel ze szpitala?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Czy on nie żyje?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Niestety, nie. Umarł w walce.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker posunął się o krok w stronę domu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jesteś ranny &#8211; zauważył. &#8211; Co sobie zrobiłeś?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Coś powstrzymywało Boone’a od odpowiedzi. Czy tajemnica Midian nie była na tyle dziwaczna, aby tamten w nią uwierzył? A może nie warto było zwierzać się Deckerowi? Z pewnością nie o to chodziło.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://czytaj.moje-powiesci.info/posunal-sie-o-krok-w-strone-domu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>biegnąc nie ze strachu przed pogonią</title>
		<link>http://czytaj.moje-powiesci.info/biegnac-nie-ze-strachu-przed-pogonia/</link>
		<comments>http://czytaj.moje-powiesci.info/biegnac-nie-ze-strachu-przed-pogonia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 20:07:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[chwila prawdy]]></category>
		<category><![CDATA[nalezy sie ukryc]]></category>
		<category><![CDATA[odechciewa sie zyc]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://czytaj.moje-powiesci.info/?p=11</guid>
		<description><![CDATA[Ból wyrwał go ze stanu rezygnacji; zaczął się miotać pod Peloquinem. Bestia wypluła kęs z gęby i przymierza­ła się do czegoś lepszego, zionąc wonią krwi w twarz swojej ofiary. Był ku temu powód &#8211; następnym razem miała wygryźć serce i płuca z klatki piersiowej Boone’a. Zawołał o pomoc, a pomoc nadeszła. Zanim nastąpił zgubny atak, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ból wyrwał go ze stanu rezygnacji; zaczął się miotać pod Peloquinem. Bestia wypluła kęs z gęby i przymierza­ła się do czegoś lepszego, zionąc wonią krwi w twarz swojej ofiary. Był ku temu powód &#8211; następnym razem miała wygryźć serce i płuca z klatki piersiowej Boone’a. Zawołał o pomoc, a pomoc nadeszła. Zanim nastąpił zgubny atak, Jackie chwycił Peloquina i odciągnął go od pożywienia. Boone poczuł, jak stworzenie unosi się, i już prawie w zamroczeniu dostrzegł, jak jego obrońca zmaga się z Peloquinem. Ich wierzgające kończyny splatały się. Nie czekał na zwycięzcę. Przycisnął dłoń do rany i pod­niósł się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Tu nie było dla niego bezpiecznie; Peloquin z pew­nością nie był tu jedynym mieszkańcem lubiącym ludz­kie mięso. Czuł, jak inni patrzą na niego, gdy wlókł się przez nekropolię i czekają, aż potknie się i upadnie, a oni dobiorą się do niego bezkarnie. Jego organizm, który doznał tak wiele urazów, nie poddał się jednak.<span id="more-11"></span> Czuł moc swoich mięśni, jak jeszcze nigdy od czasu, gdy zdecydo­wał skończyć ze sobą, a myśl ta była teraz dla niego zupełnie obca. Nawet rana pulsująca pod dłonią, żyła swoim życiem i manifestowała to. Ból minął, a zastąpiło go nie odrętwienie, lecz wrażliwość, niemal erotyczna, każąca Boone’owi sięgnąć do piersi i głaskać swoje serce. Ubawiony takimi nonsensami pozwolił, by instynkt go poprowadził, a on powiódł go do wielkich, podwójnych wrót. Klamka stawiała opór śliskim od krwi rękom, więc wspiął się, pokonując wrota z łatwością, która wywołała jego uśmiech. Potem ruszył do Midian, biegnąc nie ze strachu przed pogonią, lecz z przyjemności tkwiącej w szybkości jego nóg i doznań swych zmysłów.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://czytaj.moje-powiesci.info/biegnac-nie-ze-strachu-przed-pogonia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>delikatność ustępowała miejsca nadzwyczajnej sile</title>
		<link>http://czytaj.moje-powiesci.info/delikatnosc-ustepowala-miejsca-nadzwyczajnej-sile/</link>
		<comments>http://czytaj.moje-powiesci.info/delikatnosc-ustepowala-miejsca-nadzwyczajnej-sile/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 20:06:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[autobiografia]]></category>
		<category><![CDATA[chwila prawdy]]></category>
		<category><![CDATA[nalezy sie ukryc]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://czytaj.moje-powiesci.info/?p=9</guid>
		<description><![CDATA[Peloquin znajdował się pięć, sześć jardów od niego. Ciało wciąż miał ludzkie, nagie i bezbronne, ale głowę miał całkowicie bestii. Szerokie usta i zęby jak ciernie. On też się zatrzymał, być może oczekując, że Boone rzuci broń. Gdy to nie nastąpiło, wyciągnął ramiona w stronę swojej ofiary i Za nim pojawił się Jackie i na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Peloquin znajdował się pięć, sześć jardów od niego. Ciało wciąż miał ludzkie, nagie i bezbronne, ale głowę miał całkowicie bestii. Szerokie usta i zęby jak ciernie. On też się zatrzymał, być może oczekując, że Boone rzuci broń. Gdy to nie nastąpiło, wyciągnął ramiona w stronę swojej ofiary i Za nim pojawił się Jackie i na pierwszy rzut oka wydał się Boone’owi człowiekiem. A może jego wielokrotnością. Na jego bryłowatej głowie były dwie twarze, obie strasznie wykrzywione; oczy wybałuszone tak, że mogły patrzeć wszędzie, lecz nie przed siebie, usta zrośnięte w pojedynczą szparę, dziurki w nosach po­zbawionych kości. Twarz płodu ludzkiego na pokazach dziwolągów.<span id="more-9"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jackie próbował zawołać jeszcze raz, ale wyciąg­nięte ramiona Peloquina już zmieniały się od koniusz­ków palców do łokci, delikatność ustępowała miejsca nadzwyczajnej sile.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zanim skończył przemianę mięśni, podszedł do Boone’a i skoczył, by powalić swoją ofiarę. Boone upadł pod jego ciężarem. Za późno, by żałować, że nie zdobył się na ucieczkę. Poczuł, jak pazury rozrywają mu kurtkę, by obnażyć smakowite mięso klatki piersiowej. Peloquin podniósł głowę i wyszczerzył zęby. Jego usta nie do takiego wyrazu były stworzone. Potem ugryzł. Zęby nie były długie, za to liczne. Nie bolało tak, jak tego oczeki­wał Boone, Peloquin odsunął się, wyrywając zębami kawał mięśni, razem ze skórą i brodawką.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://czytaj.moje-powiesci.info/delikatnosc-ustepowala-miejsca-nadzwyczajnej-sile/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
