2
posunął się o krok w stronę domu
No comments · Posted by admin in autobiografia, odechciewa sie zyc, reputacja
Miasto było rzeczywiście opuszczone, tak jak przypuszczał. Chociaż z odległości pół mili domy sprawiały solidne wrażenie, to jednak bliższe oględziny wykazały, że opuszczenie przez mieszkańców nie wyszło im na dobre. Wciąż miał świetne samopoczucie, jakkolwiek obawiał się, że może dać znać o sobie znaczna utrata krwi. Potrzebował czegoś, choćby prymitywnego środka do zabandażowania rany. Szukając skrawka zasłony albo kawałka pościeli, otworzył drzwi jednego z domów i wkroczył do ciemnego wnętrza.
Nie zdawał sobie sprawy, dopóki nie znalazł się w środku, w jakże dziwny sposób jego zmysły uległy wyostrzeniu. Oczy z łatwością przenikały ciemność, odkrywając żałosne rumowisko, które kiedyś zostawili po sobie lokatorzy, wszystko pokryte kurzem naniesionym z prerii przez wybite okno i wypaczone drzwi. Znalazł jakiś obrus; pas wilgotnego, poplamionego płótna, który-podarł na węższe paski, trzymając zębami i prawą ręką, podczas gdy lewa zakrywała ranę.
Kiedy to robił, usłyszał skrzypienie desek na werandzie. Na progu ujrzał sylwetkę mężczyzny, którego nazwisko Boone znał, chociaż twarz skrywała ciemność. Wyczuł zapach wody kolońskiej używanej przez Deckera; słyszał bicie serca Deckera; w powietrzu poznał woń potu Deckera.
- Więc to tak – odezwał się doktor. – Tu jesteś.
Na oświetlonej gwiazdami ulicy gromadzili się policjanci. Nadnaturalnie wyostrzonym słuchem Boone wyłapywał odgłosy nerwowych szeptów, powietrza wciąganego do płuc i szczęk odbezpieczanych pistoletów, gotowych ściąć szaleńca z nóg, gdyby tylko próbował się wyśliznąć.
- Jak mnie znaleźliście? – spytał.
- Narcyz, tak się nazywał? – powiedział Decker. – Twój przyjaciel ze szpitala?
- Czy on nie żyje?
- Niestety, nie. Umarł w walce.
Decker posunął się o krok w stronę domu.
- Jesteś ranny – zauważył. – Co sobie zrobiłeś?
Coś powstrzymywało Boone’a od odpowiedzi. Czy tajemnica Midian nie była na tyle dziwaczna, aby tamten w nią uwierzył? A może nie warto było zwierzać się Deckerowi? Z pewnością nie o to chodziło.
No tags
